Rozdział 2


Stwierdzenie, że z prawoznawstwa wyszłam w lekkim szoku byłoby niedopowiedzeniem. Byłam zaskoczona i jednocześnie zachwycona, co chyba sprowadza się do tego, że wykładowca całkowicie mnie oczarował. Dlatego, gdy tylko wyszłam z budynku i wpadłam na Zoey od razu zrelacjonowałam jej wszystko, co się wydarzyło. To znaczy, nic się nie wydarzyło, ale sam wykładowca wymagał ode mnie bardzo dokładnego opisu i kilku pochwał, na które zdecydowanie zasługiwał.
- Mówię Ci Zoey, jest mega przystojny i jeszcze tak uroczo się uśmiecha… - westchnęłam, patrząc na przyjaciółkę.
- Uważaj, bo jeszcze się zakochasz – zaśmiała się czarnowłosa, uważnie obserwując drzwi wejściowe wydziału.
- Szukasz kogoś? – zapytałam z uśmiechem, licząc na jakąś ciekawą historię albo ploteczkę.
- Żartujesz? Minął ponad tydzień, a ja nie znam prawie nikogo. Na kogo miałabym czekać?
- Powiedziałaś prawie…
- Bo znam ciebie, tak?
            Skinęłam głową, dając dziewczynie spokój. Pożegnałyśmy się i Zoey poszła na ćwiczenia do, mojego zdecydowanie ulubionego, doktora Martina.
            Przez całą drogę do domu nie mogłam zapomnieć jego jasnych oczu, które miały niezdefiniowany jak dla mnie kolor, co tylko sprawiało, że były jeszcze bardziej zachwycające. Kiedy wysiadłam z autobusu, zadzwonił mój telefon. Na widok zdjęcia mojego najlepszego przyjaciela uśmiechnęłam się, a myśli o doktorze z prawoznawstwa uleciały tak szybko jak się pojawiły.
- Shy? – usłyszałam zanim zdążyłam się przywitać – Mam do ciebie ogromną prośbę, proszę powiedz tak
- Ciebie też dobrze słyszeć Jason. Co się stało?
- Jestem chory i zostałem w domu, a ktoś koniecznie musi zanieść mój wniosek o stypendium na wydział
- Możesz to zrobić przez internet
- Zablokowali mi konto – przez chwilę panowała między nami cisza. Próbowałam zrozumieć co chłopak miał na myśli, jednak nic z tego nie wyszło.
- Jak to zablokowali ci konto?
- Jest jakiś problem z systemem na uczelni i zablokowali część kont. Wirus czy coś takiego
- A już myślałam, że mieli cię dość i chcieli ci dać do zrozumienia, że nie jesteś mile widziany – zaśmiałam się, szukając w międzyczasie klucza do mieszkania, by po chwili wejść do środka.
- Zupełnie by mnie to nie zdziwiło, gdyby po dwóch latach mieli mnie dość. To jak, złożysz?
- Dobra
- Wyślę ci skan mailem. Dzięki Shy. Pa
            No i to tyle jeśli chodzi o nasze przyjacielskie rozmowy. Czasem się zastanawiałam czy Jason zawsze był taki, czy to może studia prawnicze go zmieniły. Poznałam go rok wcześniej, więc nie miałam okazji się o tym przekonać. Właściwie to dzięki niemu wybrałam się na prawo i to tak daleko od domu. Z Kansas do Pensylwanii jest jednak spory kawałek drogi. Jason pojawił się w moim liceum jako jeden z tych studentów, którzy mieli zachęcić do wyboru uczelni, na której studiowali. I chociaż to nie z moim rocznikiem odbywały się spotkania, Jason namówił mnie tylko na kawę. Ale kiedy wrócił na uczelnię, nadal utrzymywaliśmy kontakt. Spotkaliśmy się w wakacje i chyba tak zaczęła się nasza przyjaźń. Tym oto sposobem dostałam się na uniwersytet w Pensylwanii i to na kierunek, o którym wcześniej nawet bym nie pomyślała.
- Hej – w przedpokoju przywitała mnie Leslie.
No tak, nie tylko mnie ktoś skutecznie przekonał do Pensylwanii. Leslie i ja przyjechałyśmy tu razem. Jason namówił mnie, a Nick Leslie. Z tym, że Les i Nick są teraz parą, a ja i Jason… Czasem myślę, że mogłoby coś z tego być, ale potem przypominam sobie coś, co kiedyś nieświadomie mi powiedział i przypuszczam, że nawet tego nie pamięta, bo był środek nocy i oboje byliśmy rozespani.
- Shy mi się wydaje czy ty się we mnie zakochałaś?
- Wydaje ci się – odpowiedziałam, odwracając się na drugi bok. Chciałam jak najszybciej wrócić do snu, z którego swoim gadaniem wyrwał mnie przyjaciel.
- To dobrze, bo między nami nic nigdy nie mogłoby być
            Poczułam jak do moich oczu napłynęły mi łzy. Byłam beznadziejnie zakochana w chłopaku, dla którego byłam jedynie przyjaciółką.
***
            Kolejny tydzień minął mi bardzo szybko i nim się obejrzałam znów siedziałam w sali naprzeciwko doktora Martina. Przez cały tydzień w ogóle o nim nie myślałam, poświęciłam się całkowicie życiu uczelnianemu i spotkaniom z nowymi znajomymi z kierunku.
- Zaczniemy od prostych rzeczy – głos wykładowcy sprawił, że powróciłam na ziemię – Tak więc wyróżniamy kilka rodzajów wypowiedzi. Pierwszą z nich są dyrektywy…
            Uważnie notowałam wszystko, co mówił prowadzący, żeby móc później dobrze się nauczyć na egzamin. Jednak mimo że próbowałam być skupiona, nie mogłam. Temat okazał się być nudny i zupełnie mnie nie interesował. Gdybym mogła, wyjęłabym telefon i, tak jak na nieciekawych wykładach, poczytała coś albo pograła w grę. Teoretycznie mogłam to zrobić, lecz powstrzymywało mnie dziwne poczucie bycia obserwowanym, które zdecydowanie mi się nie podobało. Dlatego zamiast sięgnąć po telefon, zaczęłam rysować na marginesie mojego zeszytu, z niecierpliwością, czekając na koniec zajęć, które jak na złość tego dnia się przedłużyły.

Komentarze

Popularne posty