Rozdział 11
Otóż to. Nie wiem, co o tym myśleć, więc staram się o tym nie myśleć. O niej nie myśleć. Jednak nie jest to takie proste. Z każdym dniem robię to coraz częściej i intensywniej. -Kawy, kolego? - siedziałem zamulony w kafejce dla wykładowców, gdy nagle ujrzałem nad sobą Caleba. -Yy... Przepraszam, co mówiłeś? - spytałem uprzejmie.- Nie myślę przed pierwszą kawą. -A ja ci ją właśnie proponuję, Alec - chwilę później postawił przede mną latte. Tak, tego właśnie było mi trzeba. -Dzięki - mruknąłem, od razu biorąc papierowy kubek. -Coś cię gryzie? Czyżby jakiś ból egzystencjalny, skrywany głęboko w sobie? -Nie, no co ty. Wszystko w porządku. -W razie czego wiesz, gdzie mnie szukać - poklepał mnie po ręce i wyszedł, zakładając na ramię swój słynny już plecaczek. Posiedziałem w pustym pomieszczeniu jeszcze chwilę, ale nie trwało to długo, bo miałem zajęcia. Najchętniej spędziłbym resztę życia w samotności, bo ostatnio moje kontakty z innymi przyn...