Rozdział 6
Zestresowana
czekałam pod salą na zajęcia z logiki. Lubiłam dr Halla, ale fakt, że pytał na
każdych zajęciach nie pomagał w uczeniu się. Mijał już kolejny tydzień zajęć, a
ja zamiast ze spokojem, chodziłam na nie z coraz większym strachem. No, może
trochę przesadzam, ale zdecydowanie nie było mi do śmiechu. W przeciwieństwie
do Seana i Mike’a, którzy nawet jeśli nic nie umieli, zawsze wychodzili z tego
obronną ręką, w trakcie pytania zagadując doktora Halla, aż w końcu ten
zapominał na kim skończył i odpuszczał pytanie nas. Nie lubiłam siadać w ich
towarzystwie na zajęciach, chociaż bardzo ich lubiłam, ale oni cały czas
rozmawiali i nie mogłam się skupić. Jednak mając z tego korzyść bycia
niepytaną, czasami decydowałam się na takie rozwiązanie, nadrabiając później
wszelkie zaległości na dyżurach u doktora, który cierpliwie tłumaczył od
początku wszystkie zagadnienia tak długo, aż w końcu wychodziłam z minimalną
wiedzą, która była mi potrzebna do zaliczenia egzaminu. To był drugi, i
ostatni, wykładowca, do którego chodziłam na dyżur.
Przed przyjściem wykładowcy jeszcze
raz otworzyłam książkę, by po raz kolejny powtórzyć materiał, jednak ktoś
postanowił pokrzyżować mi plany.
-
Po co to czytasz, przecież i tak nie zapyta – zaśmiał się Sean, zabierając mi
podręcznik.
Odwróciłam się, chcąc mu
odpowiedzieć i wtedy go zobaczyłam. Pierwszy raz od dwóch tygodni. Odkąd niemal
uciekłam z dyżuru. Przez dwa tygodnie nie miałam z nim zajęć, bo wyjechał
gdzieś w sprawach służbowych. Byłam przekonana, że zobaczę go dopiero na
kolejnych zajęciach, a tymczasem pojawił się w najmniej odpowiednim momencie.
Tuż przed logiką, na której powinnam być skupiona, a nie rozpraszać się każdą
myślą.
Już miałam się odwrócić, kiedy
podniósł głowę, odrywając wzrok od telefonu i spojrzał prosto na mnie. Nie wiem
ile to trwało, pewnie kilka sekund, ułamki sekund, ale dla mnie czas jakby się
zatrzymał. Chwilę później znów patrzył w telefon, a na jego przystojnej twarzy
pojawił się grymas niezadowolenia, po czym minął mnie i wszedł do pokoju profesorskiego.
Przez chwilę stałam i po prostu
patrzyłam na drzwi, za którymi zniknął, zastanawiając się, dlaczego tak na
niego zareagowałam. Nadal czułam moje czerwone policzki, które aż paliły. Z
letargu wyrwała mnie dopiero ręka Mike’a, którą machał przed moją twarzą.
-
Hej, Shy, wszystko w porządku? – zapytał chłopak, uważnie mi się przyglądając.
-
Daj spokój Mike – odpowiedział mu Sean, zanim w ogóle zdążyłam otworzyć usta –
Widziałeś to? Shylene zakochała się w naszym doktorku
-
Nie bądź śmieszny – przerwałam mu, być może trochę za ostro, bo obaj spojrzeli
na mnie zdziwieni – No co? Mam kogoś na oku – dodałam szybko, próbując uratować
tę beznadziejną sytuację – Ale to nie Martin. Trochę za stary jak dla mnie
-
Dwanaście lat to nie tak dużo – usłyszałam za plecami głos Seana, kiedy
ruszyłam w stronę sali, wymijając chłopaków.
Nie mam pojęcia jak przetrwałam
tamte zajęcia. Moje myśli ciągle krążyły wokół doktora Alexandra Martina. Nie
były one jakieś konkretne. Ja po prostu nie mogłam się skupić, bo przed oczami
na nowo rozgrywała mi się scena z dyżuru. Nie potrafiłam rozróżnić własnych
uczuć, posortować myśli. Usłyszałam kiedyś, że nadaję się na prawnika, bo
jestem poukładana, systematyczna i dokładna. Być może kiedyś tak było. W liceum
zawsze miałam wszystko starannie przygotowane, rozpisane. Nie było istotne czy
to zadanie domowe do szkoły, moje prywatne zapiski czy ułożenie książek lub
dokumentów. Wszystko miało swój porządek. Jednak odkąd przyjechałam do
Pensylwanii, miałam wrażenie, jakbym zgubiła się w tym dużym świecie. Ja wiem,
że mieszkanie samemu to co innego niż mieszkanie z rodzicami i trzeba wszystko
robić samodzielnie, jednak to nie wymagało ode mnie zbyt wiele wysiłku. Nie
życie na własną rękę (za pieniądze rodziców) stanowiło wyzwanie, pojawiło się
ono, kiedy trzeba było poznać siebie. Wcześniej nie znajdowałam się w żadnej z
podobnych sytuacji, nieistotne czego by ona dotyczyła. Teraz nie potrafiłam
nawet zebrać myśli, żeby zastanowić się skąd się biorą moje reakcje na doktora,
który powinien być dla mnie jedynie wykładowcą, z którym po wpisaniu oceny do
indeksu nie chciałabym mieć nic wspólnego. Niestety w tym przypadku tak nie
było.
Wychodząc z sali, zauważyłam
niezadowolone spojrzenie doktora Halla. Jak najszybciej opuściłam klasę, chcąc
uniknąć niewygodnych pytań o moje roztargnienie. Nie wiedziałabym jak miałabym
się wytłumaczyć.
Po powrocie do domu miałam ogromną
ochotę porozmawiać z Jasonem. Nie zadzwoniłam jednak do niego. Powód był
prosty. Albo nie odebrałby telefonu, albo usłyszałabym, że jest zajęty, bo
siedzi teraz z Nicole. Ta dziewczyna niesamowicie działała mi na nerwy. Kiedy
Jason był w pobliżu, wymagała od niego jego pełnej uwagi. Zresztą, nie tylko
przed moim przyjacielem stawiała takie wymagania. Gdy na horyzoncie pojawiał się
jakiś mężczyzna, który mógł ją zainteresować, Nicole zrobiła wszystko by to on
zainteresował się nią. Nie życzyłam Jasonowi źle, ale widziałam w tej relacji
szybki i gwałtowny koniec, a nie „i żyli długo i szczęśliwie”. Dla Nicole chyba
ta druga opcja nie istniała. Wyjątek stanowiłby mężczyzna, który stale
wybaczałby jej zdrady. No, ale przecież mogę być w błędzie. Pozory mylą,
prawda?
Nie zadzwoniłam do Jasona, ale
zadzwoniłam do Zoey, czując potrzebę obgadania przystojnego doktora. Po kilku
zdaniach usłyszałam pytanie dziewczyny, na które czekałam od dłuższego czasu.
Wiedziałam, że ktoś wpadł jej w oko, jednak nie mogłam dopasować odpowiedniej
osoby. Postanowiłam poczekać, aż sama się wygada i jak widać to się opłaciło.
-
A był może Mike? – zapytała nieśmiało.
Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech, a myśli,
które jeszcze niedawno zajmowały całą moją uwagę, odleciały w niepamięć.
-
Był. Wiesz co, powinnaś przyjść do nas na logikę
-
Przecież już byłam
-
No tak, wiem, ale zawsze to lepiej jak się idzie z kimś kogo się zna
-
Znasz Mike’a i Seana
-
Ty też znasz Mike’a – uśmiechnęłam się, chociaż dziewczyna nie mogła tego
widzieć.
-
Dobra, zobaczę – ucięła temat – Przypomnisz mi co było na prawoznawstwo?
Komentarze
Prześlij komentarz