Rozdział 10
Zoey
w końcu dała się namówić i poszła ze mną na logikę. Zawsze to raźniej mieć obok
osobę, z którą się spędza dużo czasu. Zwłaszcza jeśli jest to logika u doktora
Halla, który ostatnio był dla nas bezlitosny. Albo po prostu ja miałam takie
wrażenie.
Jak zwykle rozwiązywaliśmy zadania,
niemal bez wytłumaczenia tematu. No tak, bo po co wyjaśnić studentom o co
chodzi, najlepiej od razu powiedzieć róbcie zadania i mieć święty spokój. No
dobra, trochę przesadziłam, Hall zawsze zapisywał odpowiedzi na tablicy i wyjaśniał
wszelkie wątpliwości, wprowadzając nowe zagadnienie potrzebne do rozwiązania
zadania. Jednak taka forma zajęć nigdy do mnie nie przemawiała i sprawiała, że
się gubiłam we wszystkim. Kiedy tylko doktor się odwrócił, by zapisać kolejne
rozwiązanie, chciałam zapytać Zoey czy wie jak rozwiązać kolejny przykład, gdyż
przypadał on mi, jednak zauważyłam, że dziewczyna w ogóle nie jest
zainteresowana zajęciami, za to dyskretnie zerka w stronę Mike’a. Uśmiechnęłam
się do siebie. W końcu dostałam odpowiedź na nurtujące mnie pytanie – do kogo
wzdycha moja przyjaciółka.
-
Widzę, że zna pani rozwiązanie skoro pani się tak uśmiecha – usłyszałam głos
doktora, a uśmiech od razu zszedł mi z twarzy.
-
Co to było? – zapytałam, kiedy tylko wyszłyśmy z sali.
-
O co ci chodzi? – zdziwiła się dziewczyna, chociaż doskonale wiedziała, że
poznałam jej małą tajemnicę.
-
Mike. Od kiedy?
-
No wiesz…
No nie wiedziałam, ale nie dane mi
było się dowiedzieć, bo koło nas pojawił się Sean, a razem z nim wspomniany
wcześniej Mike.
-
Gdzie się tak spieszycie? – zapytał Sean, zatrzymując nas.
-
Jestem umówiona na spotkanie. Do zobaczenia – odpowiedziałam szybko, wymijając
go i zostawiając Zoey z nowymi kolegami.
Miałam nadzieję, że skoro ona i Mike mieszkają na tej
samej ulicy to być może wrócą razem do domu. W myślach modliłam się, żeby Sean
też ich zostawił, a nie towarzyszył przed całą drogę, bo potrafił zagadać
każdego. Przy nim Mike ledwo miał szansę coś powiedzieć, więc w obecności Seana
nie było opcji, żeby Zoey porozmawiała choć przez chwilę z chłopakiem.
No i nie skłamałam, bo faktycznie byłam umówiona.
Zaraz po zajęciach miałam spotkać się z Jasonem, który w trakcie logiki wysłał
mi SMS-a (tak wiem, nie powinno się korzystać z telefonu na zajęciach, ale to
silniejsze ode mnie kiedy dostaję wiadomość), że chce się spotkać i że to
pilne. No a Jasonowi nigdy nie potrafiłam odmówić.
Zabrałam z szatni kurtkę i wyszłam z wydziału.
Sprawdzałam w telefonie za ile mam autobus, który zawiezie mnie do centrum na
czas, kiedy w coś uderzyłam. A raczej w kogoś. Mój tyłek boleśnie zderzył się z
ziemią. Już miałam przekląć tą osobę, kiedy zdałam sobie sprawę, że to też moja
wina, bo nie patrzyłam na drogę. Serio, telefon i nowa technologia kiedyś mnie
zgubią.
-
Wszystko w porządku? – usłyszałam znajomy głos i zamarłam. Chyba gorzej trafić
nie mogłam.
Po chwili przed moją twarzą pojawiła
się męska dłoń, która pomogła mi wstać. Otrzepałam kurtkę, unikając kontaktu
wzrokowego z doktorem Martinem.
-
Wszystko dobrze. Dziękuję i przepraszam, że na pana wpadłam
-
Nic się nie stało, byłem zbyt zapatrzony w papiery – odparł, przyglądając mi
się uważnie.
Opuściłam głowę, pozwalając włosom
choć odrobinę zasłonić moją twarz. Byłam speszona jego widokiem, obecnością,
spojrzeniem. Czułam się nieswojo w jego towarzystwie, jednocześnie ciesząc się
z każdej chwili, którą miałam okazję z nim spędzić. Było to dla mnie zupełnie
nowe uczucie.
-
Gdzie się tak pani spieszy? – zagadnął doktor, a ja nie miałam innego wyjścia
jak spojrzeć w jego oczy.
-
Na spotkanie… z przyjacielem
-
Z przyjacielem?
-
Jasonem La Croix, może pan zna?
-
Niestety nie miałem przyjemności uczenia pana La Croix. Francuz?
-
Chyba ma korzenie francuskie – odparłam niepewnie, zaskoczona tym pytaniem.
Zwykle wykładowcy nie interesowali się znajomościami studentów ani ich życiem
prywatnym.
Doktor Martin chyba chciał coś
powiedzieć, ale przerwało mu wołanie doktora Halla.
-
Alec, idziesz? Musimy się pospieszyć, chyba wszyscy już są
-
Idę – krzyknął mój wykładowca, a jego wzrok ponownie spoczął na mnie – Pani
wybaczy, chętnie bym porozmawiał, ale mamy pilne zebranie katedry. Mam
nadzieję, że zobaczę panią na dyżurze, chyba mamy troszkę do nadrobienia
-
Oczywiście, do widzenia panie doktorze – odparłam, ruszając przed siebie.
-
Do widzenia, Shylene – usłyszałam za sobą, ale chyba mi się przesłyszało. Tak,
zdecydowanie, nie dodał na końcu Shylene. Chociaż przyznam, że bardzo bym tego
chciała.
Przez rozmowę z doktorem dotarłam na
miejsce z lekkim opóźnieniem. Jason siedział już przy jednym ze stolików, na
którym stały dwie gorące czekolady.
-
Wziąłem ci wiedeńską, taką jaką lubisz. Zaraz przyniosą też tartę malinową –
powiedział chłopak, gdy tylko usiadłam naprzeciw niego.
Dobra, coś zdecydowanie było na
rzeczy. Podejrzewałam to odkąd tylko podał miejsce spotkania. Kawiarnia, w
której właśnie siedzieliśmy była moją ulubioną. Podawali tu pyszne ciasta i
napoje, a każdy miał nazwę związaną z jakimś miejscem. Wypróbowałam chyba 20
czekolad, ale moim ulubieńcem pozostała wiedeńska, która zawierała syrop
malinowy, przez co idealnie komponowała się z tartą, którą zamówił Jason.
-
Jason, o co chodzi? – przeszłam od razu do rzeczy.
Bałam się odpowiedzi i chciałam mieć
to za sobą. Przyznam, że przyjaciel mnie zaskoczył. Nigdy wcześniej nie robił
takich rzeczy. Chyba dlatego spodziewałam się najgorszego. Bomby atomowej,
która mogła zniszczyć mój cały, dotychczasowy świat, który i tak ledwo się
trzymał. Tymczasem chłopak spoglądał na mnie w milczeniu. Miał ten
charakterystyczny wyraz twarzy, który pojawiał się u niego zawsze, kiedy
intensywnie myślał. Co było tak istotnego, że chciał się spotkać jak
najszybciej, a teraz nie mógł wydusić ani słowa?
-
Jason?
-
Zerwałem z Nicole. Czy ty wiedziałaś, że ona mnie zdradza?
-
Jason…
-
Wiedziałaś?! – podniósł głos, a ja spojrzałam na niego troszkę zdezorientowana.
-
Nie raz ci mówiłam, że ma kogoś na boku. Uprzedzałam cię, że tak to się skończy
– powiedziałam, a między nami zapadła cisza.
Była ona o tyle niezręczna, że byliśmy jedynymi
klientami o tej porze. Nawet radio przestało grać. Czułam na sobie spojrzenia
kelnerki i kasjerki, przez co czułam się jeszcze bardziej nieswojo
-
Masz rację – przyznał po chwili – Przepraszam, że cię nie słuchałem – dodał,
łapiąc mnie za rękę.
-
Nie przepraszaj. Byłeś zakochany, to dlatego
-
Dziękuję
-
Pamiętaj, że zawsze będę obok
Nie wiem dlaczego to powiedziałam,
ale to była prawda. Nieważne jak bardzo byłabym na niego zła i tak byłabym
obok. Bo naprawdę go kochałam. A teraz czułam, że w końcu wszystko może się
ułożyć po mojej myśli.
Komentarze
Prześlij komentarz